^ Perspektywa Francescy ^
Był poniedziałek. Obudziłam się o 8.20. Kurde zaspałam. Mam 30min na ubranie się i dojście do szkoły.
Ledwo zdążyłam. Usiadłam w ławce i próbowałam słuchać nauczycielki. Po wczorajszym pobiciu i wizycie w szpitalu jestem wykończona.
Ktoś mnie szturchnął po plecach. Nie chętnie się odwróciłam.
- Co Ci się stało? - Zapytała Angela wskazując mój policzek.
- Nic takiego. Przewróciłam się i rozcięłam go sobie szkłem. - Skłamałam.
- Poza tym wyglądasz jakbyś nie spała całą noc.
- Prawie zgadłaś. Nie mogłam spać.
- Przestańcie gadać dziewczyny! - Przerwała nam nauczycielka. Na szczęście.
Na przerwie podszedł do mnie Dymitr. Kurde, jeszcze on...
- Co tam piękna?
- Nic. Przestań do mnie zarywać!
- A co mi zrobisz jak nie przestane? - Zrobił 'brewki'.
- Pff, odwal się wreszcie oddemnie. Czemu to na mnie, akurat na mnie się uwziąłeś? - Było to pytanie retoryczne bo miałam zamiar odejść już.
Złapał mnie delikatnie za rękę.
- Bo mi się podobasz. - Uśmiechnął się i puszczając moją rękę pozwolił mi odejść.
Byłyśmy we trzy po lekcjach umówione na zakupy. Nie byłam w nastroju na to. Chciałam się dyskretnie oddalić od nich.
Eliza i Angela gdy tylko spostrzegły że mnie nie ma zaczęły mnie szukać wzrokiem.
- Fran! Gdzie ty idziesz!? - Pierwsza dobiegła do mnie Elza.
- Do domu.
- Miałyśmy iść przecież do sklepu. - Dodała swoje dwa grosze druga z nich.
- Pamiętam. - Dobrze wiedziałam że znów będą chciały bym im fundnęła ciuszki. Inaczej nawet by nie zauważyły że mnie nie ma.
- To czemu nie idziesz z nami?
- Ponieważ nie mam ochoty. - Zaczęły mnie wnerwiać i chciałam wreszcie się ich pozbyć.
- Chyba sobie żartujesz! - Krzyknęły chórkiem.
Kilka osób spojrzało się w naszą stronę.
- Nie, a co? - Były w szoku. Nie dziwie się im, lecz teraz wszystko mi jedno co będzie dalej. Już bardziej mnie nie zranią niż jestem zraniona.
- My ci ofiarujemy naszą przyjaźń, a ty nam tam takie numery odstawiasz? - Angelika była tak wściekła że mi przywaliła z plaskacza.
Zaśmiałam się jej prosto w twarz.
- Haha, o jakiej ty przyjaźni mówisz? My nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami. O nie, nie, nie. Chyba sobie żartujesz iż wam uwierzyłam w to. - Miałam ochotę się na kimś wyżyć, więc jak chciała się bić to ja chętnie. Popchnęłam ją.
^ Perspektywa Angeliki ^
Co za suka! Jak ona śmie. Za kogo się uważa!? Bez nas będzie nikim.
- Gdzie ty do mnie z tymi łapami? - Odpowiedziałam na popchnięcie.
Po chwili zaczęłyśmy się już szarpać, a potem okładać pięściami. Dookoła nas zbierał się coraz większy tłumek uczniów. Byleby tylko jakiś nauczyciel nas nie zauważył. Choć wiedziałam że na to istnieje małe prawdopodobieństwo.
Gdy Elza skapła się wreszcie że jestem słabsza od przeciwniczki, próbowała nas rozdzielić.
- Tym razem skarbie twój książę na białym rumaku nie przybędzie Ci na pomoc. - Miałam nadzieję że to ją jakoś zdekoncentruje. Nie wyszło niestety bo biła i kopała wciąż jak oszalała nie zwracając najmniejszej uwagi na moje słowa.
Nim jakiś nauczyciel przyszedł nas rozdzielać to miałam pełno sińców i prawdopodobnie złamany nos. Najpierw zabrali nas do pielęgniarki potem do dyrektorki. Jedynym światkiem, który chciał coś powiedzieć była oczywiście moja BFF. Reszta się bała. Ucierpiała przez to Fran. Ma za swoje ta zdzira. Ostatecznie to ona została oskarżona o zaatakowanie mnie i miała za to ponieść konsekwencje. Nawet nie żałowała, więc może ją wywalą? Byłoby świetnie. Jeden problem z głowy mniej.
^ Perspektywa Francescy ^
Jak mogłam się dać złapać. Kurde mogłam poczekać aż odejdziemy dalej od szkoły i rozegrać to trochę inaczej. No cóż, zaraz przyjadą rodzice. Jak ojciec wypił to będzie źle, ale jak nie to pewnie przejdzie mu koło nosa to o czym się dowie. Chciałbym by była to opcja druga, ale ostatnio pije coraz częściej, a co za tym idzie, regularnie dostaje (za przeproszeniem) wpierdol. Jakbym to ja była winna temu że jest zmęczony i lubi sobie wypić, a po tym mu odwala.
Gdy sobie tak czekałam na szkolnym korytarzu, aż rodzice wyjdą z pokoju dyrektorki doszłam do wniosku że teraz już jestem na samym dnie towarzyskim. Do nikogo się nie odezwę, bo kto by chciał gadać z odrzutkiem. Tak czy siak może wreszcie będę mieć spokój, przynajmniej w szkole.
Z gabinetu wyszli oboje z poważną miną. Matka prawdopodobnie tylko na pozór. Od razu poszliśmy do samochodu. Nie rozmawialiśmy ze sobą, wyczułam od ojca alkohol. Ile ja bym dała by być teraz daleko stąd. Oparłam czoło o szybę, bałam się.
Gdy przyjechaliśmy, na początku było spokojnie. Ja poszłam do siebie, natomiast rodzice zostali w salonie. Już zaczynałam mieć nadzieję że nic się nie stanie, ale w tym momencie zawołał mnie męski głos.
Posłusznie przyszłam do pokoju i rozejrzałam się dookoła. Mama siedziała w kuchni i coś kroiła. Uśmiechnął się do niej znacząco, a ona przerwała czynność i poszła w głąb domu. Po chwili wróciła, wzięła kanapkę i oznajmiła że idzie na damski wieczór z koleżankami.
- Słyszałem że się pobiłaś. - Zaczął gdy drzwi się zamknęły i zostaliśmy zupełnie sami.
- Owszem. - Spuściłam głowę.
- Dlaczego?
- Zdenerwowała mnie. - W tej kwestii nie musiałam kłamać.
- No widzisz. Ty mnie też czasami denerwujesz i dlatego wtedy Ci przywalę.
- Rozumiem tato. - Zgrywałam pokorną córeczkę.
- To dobrze. - Uśmiechnął się wręcz przyjacielsko. - W takim razie napij się ze mną.
- Nie dzięki.
- Słuchaj się szczeniaku! Jak powiedziałem napij to napij. - Podniósł głos. - Nie lubię pić sam. - Skinął głową na znak bym usiadła na krześle obok.
Nie miałam wyjścia. Inaczej zapewne by mnie zlał bez pytania. Uciec też bym raczej nie zdążyła. Byłam wściekła na siebie że po wczorajszym nadal boli mnie noga, może wtedy udałoby mi się. Usiadłam, a on podał mi butelkę z żółtawym napojem. Wzięłam pierwszy łyk, potem drugi i kolejny. Następnie wyciągnął fajki i mi jedną z nich dał do ręki. Dla siebie też wziął i podpalił.
- No spróbuj. Jest bardzo odprężające, nie rozumiem dlaczego dzieciom tego zabraniają. Potem dzieciaki by się odstresować biorą żyletki. Kompletnie bez sensu. Gdybym ja był prezydentem...
Gadał i pił, nawet nie zauważył gdy w pewnym momencie już pijana wymknęłam się z pokoju. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
Wybaczcie że z takim opóźnieniem, ale miałam problem z sformułowaniem pewnej kwestii. Mam nadzieje jednakże iż rozdział nie jest najgorszy i przeczytacie go z chęcią. Liczę na kilka komentarzy na ten temat ;D
Ktoś mnie szturchnął po plecach. Nie chętnie się odwróciłam.
- Co Ci się stało? - Zapytała Angela wskazując mój policzek.
- Nic takiego. Przewróciłam się i rozcięłam go sobie szkłem. - Skłamałam.
- Poza tym wyglądasz jakbyś nie spała całą noc.
- Prawie zgadłaś. Nie mogłam spać.
- Przestańcie gadać dziewczyny! - Przerwała nam nauczycielka. Na szczęście.
Na przerwie podszedł do mnie Dymitr. Kurde, jeszcze on...
- Co tam piękna?
- Nic. Przestań do mnie zarywać!
- A co mi zrobisz jak nie przestane? - Zrobił 'brewki'.
- Pff, odwal się wreszcie oddemnie. Czemu to na mnie, akurat na mnie się uwziąłeś? - Było to pytanie retoryczne bo miałam zamiar odejść już.
Złapał mnie delikatnie za rękę.
- Bo mi się podobasz. - Uśmiechnął się i puszczając moją rękę pozwolił mi odejść.
Byłyśmy we trzy po lekcjach umówione na zakupy. Nie byłam w nastroju na to. Chciałam się dyskretnie oddalić od nich.
Eliza i Angela gdy tylko spostrzegły że mnie nie ma zaczęły mnie szukać wzrokiem.
- Fran! Gdzie ty idziesz!? - Pierwsza dobiegła do mnie Elza.
- Do domu.
- Miałyśmy iść przecież do sklepu. - Dodała swoje dwa grosze druga z nich.
- Pamiętam. - Dobrze wiedziałam że znów będą chciały bym im fundnęła ciuszki. Inaczej nawet by nie zauważyły że mnie nie ma.
- To czemu nie idziesz z nami?
- Ponieważ nie mam ochoty. - Zaczęły mnie wnerwiać i chciałam wreszcie się ich pozbyć.
- Chyba sobie żartujesz! - Krzyknęły chórkiem.
Kilka osób spojrzało się w naszą stronę.
- Nie, a co? - Były w szoku. Nie dziwie się im, lecz teraz wszystko mi jedno co będzie dalej. Już bardziej mnie nie zranią niż jestem zraniona.
- My ci ofiarujemy naszą przyjaźń, a ty nam tam takie numery odstawiasz? - Angelika była tak wściekła że mi przywaliła z plaskacza.
Zaśmiałam się jej prosto w twarz.
- Haha, o jakiej ty przyjaźni mówisz? My nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami. O nie, nie, nie. Chyba sobie żartujesz iż wam uwierzyłam w to. - Miałam ochotę się na kimś wyżyć, więc jak chciała się bić to ja chętnie. Popchnęłam ją.
^ Perspektywa Angeliki ^
Co za suka! Jak ona śmie. Za kogo się uważa!? Bez nas będzie nikim.
- Gdzie ty do mnie z tymi łapami? - Odpowiedziałam na popchnięcie.
Po chwili zaczęłyśmy się już szarpać, a potem okładać pięściami. Dookoła nas zbierał się coraz większy tłumek uczniów. Byleby tylko jakiś nauczyciel nas nie zauważył. Choć wiedziałam że na to istnieje małe prawdopodobieństwo.
Gdy Elza skapła się wreszcie że jestem słabsza od przeciwniczki, próbowała nas rozdzielić.
- Tym razem skarbie twój książę na białym rumaku nie przybędzie Ci na pomoc. - Miałam nadzieję że to ją jakoś zdekoncentruje. Nie wyszło niestety bo biła i kopała wciąż jak oszalała nie zwracając najmniejszej uwagi na moje słowa.
Nim jakiś nauczyciel przyszedł nas rozdzielać to miałam pełno sińców i prawdopodobnie złamany nos. Najpierw zabrali nas do pielęgniarki potem do dyrektorki. Jedynym światkiem, który chciał coś powiedzieć była oczywiście moja BFF. Reszta się bała. Ucierpiała przez to Fran. Ma za swoje ta zdzira. Ostatecznie to ona została oskarżona o zaatakowanie mnie i miała za to ponieść konsekwencje. Nawet nie żałowała, więc może ją wywalą? Byłoby świetnie. Jeden problem z głowy mniej.
^ Perspektywa Francescy ^
Jak mogłam się dać złapać. Kurde mogłam poczekać aż odejdziemy dalej od szkoły i rozegrać to trochę inaczej. No cóż, zaraz przyjadą rodzice. Jak ojciec wypił to będzie źle, ale jak nie to pewnie przejdzie mu koło nosa to o czym się dowie. Chciałbym by była to opcja druga, ale ostatnio pije coraz częściej, a co za tym idzie, regularnie dostaje (za przeproszeniem) wpierdol. Jakbym to ja była winna temu że jest zmęczony i lubi sobie wypić, a po tym mu odwala.
Gdy sobie tak czekałam na szkolnym korytarzu, aż rodzice wyjdą z pokoju dyrektorki doszłam do wniosku że teraz już jestem na samym dnie towarzyskim. Do nikogo się nie odezwę, bo kto by chciał gadać z odrzutkiem. Tak czy siak może wreszcie będę mieć spokój, przynajmniej w szkole.
Z gabinetu wyszli oboje z poważną miną. Matka prawdopodobnie tylko na pozór. Od razu poszliśmy do samochodu. Nie rozmawialiśmy ze sobą, wyczułam od ojca alkohol. Ile ja bym dała by być teraz daleko stąd. Oparłam czoło o szybę, bałam się.
Gdy przyjechaliśmy, na początku było spokojnie. Ja poszłam do siebie, natomiast rodzice zostali w salonie. Już zaczynałam mieć nadzieję że nic się nie stanie, ale w tym momencie zawołał mnie męski głos.
Posłusznie przyszłam do pokoju i rozejrzałam się dookoła. Mama siedziała w kuchni i coś kroiła. Uśmiechnął się do niej znacząco, a ona przerwała czynność i poszła w głąb domu. Po chwili wróciła, wzięła kanapkę i oznajmiła że idzie na damski wieczór z koleżankami.
- Słyszałem że się pobiłaś. - Zaczął gdy drzwi się zamknęły i zostaliśmy zupełnie sami.
- Owszem. - Spuściłam głowę.
- Dlaczego?
- Zdenerwowała mnie. - W tej kwestii nie musiałam kłamać.
- No widzisz. Ty mnie też czasami denerwujesz i dlatego wtedy Ci przywalę.
- Rozumiem tato. - Zgrywałam pokorną córeczkę.
- To dobrze. - Uśmiechnął się wręcz przyjacielsko. - W takim razie napij się ze mną.
- Nie dzięki.
- Słuchaj się szczeniaku! Jak powiedziałem napij to napij. - Podniósł głos. - Nie lubię pić sam. - Skinął głową na znak bym usiadła na krześle obok.
Nie miałam wyjścia. Inaczej zapewne by mnie zlał bez pytania. Uciec też bym raczej nie zdążyła. Byłam wściekła na siebie że po wczorajszym nadal boli mnie noga, może wtedy udałoby mi się. Usiadłam, a on podał mi butelkę z żółtawym napojem. Wzięłam pierwszy łyk, potem drugi i kolejny. Następnie wyciągnął fajki i mi jedną z nich dał do ręki. Dla siebie też wziął i podpalił.
- No spróbuj. Jest bardzo odprężające, nie rozumiem dlaczego dzieciom tego zabraniają. Potem dzieciaki by się odstresować biorą żyletki. Kompletnie bez sensu. Gdybym ja był prezydentem...
Gadał i pił, nawet nie zauważył gdy w pewnym momencie już pijana wymknęłam się z pokoju. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
Wybaczcie że z takim opóźnieniem, ale miałam problem z sformułowaniem pewnej kwestii. Mam nadzieje jednakże iż rozdział nie jest najgorszy i przeczytacie go z chęcią. Liczę na kilka komentarzy na ten temat ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz